Co to jest ziemniak filipiński i jaki ma smak
Zacznijmy od tego, że to nie jest zwykły ziemniak, który wrzucasz do obiadu. Chodzi o tzw. ube, czyli fioletowego batata popularnego na Filipinach. Ma naturalnie słodki smak, który często porównuje się do wanilii, kokosów albo lekko orzechowych deserów. Dlatego właśnie dodaje się go do słodkich napojów i deserów - i to brzmi jak coś wyjątkowego. W praktyce jednak ten smak nie jest aż tak egzotyczny, jak można się spodziewać.
Moje doświadczenie - brzmi dziwnie, smakuje… znajomo
Zamówiłam matchę z tym fioletowym syropem na mleku bez laktozy i już samo zamówienie było lekkim przeżyciem, bo brzmi to jak coś totalnie odklejonego. Pierwszy łyk? Zaskoczenie, ale nie takie, jakiego się spodziewałam. Smak był przyjemny, lekko słodki, ale… bardzo znajomy. Szczerze mówiąc, gdybym nie wiedziała, co piję, powiedziałabym, że to zwykły syrop waniliowy.
To nie jest coś złego - napój jest smaczny i dobrze się go pije. Ale czy to jakiś przełomowy trend? Raczej nie. To bardziej ciekawostka, którą warto spróbować raz, żeby wyrobić sobie własną opinię.
Ile zapłacisz za taką "matchę z ziemniakiem"
Cena może być lekkim zaskoczeniem, bo za średnią matchę z dodatkami zapłaciłam dokładnie 25,15 zł. I to już jest poziom, przy którym zaczynasz się zastanawiać, czy to bardziej napój, czy już mały deser. Warto też pamiętać, że każda modyfikacja - jak mleko bez laktozy - podbija cenę, więc końcowy rachunek może być jeszcze wyższy. I tu pojawia się pytanie: czy warto? Moim zdaniem tak, ale tylko z ciekawości.
Czemu w Starbucksie zawsze piszą źle imię
I teraz najlepsze. Moje imię też zostało napisane źle. Z Uliany zrobiła się… Jula. I to nie jest przypadek. Wokół tego narosło już tyle teorii, że ciężko uwierzyć, że to tylko pomyłki. Najbardziej popularna mówi, że to celowy zabieg marketingowy - bo kiedy ktoś dostaje kubek z przekręconym imieniem, robi zdjęcie i wrzuca do internetu. Efekt? Darmowa reklama.
Czy to prawda? Starbucks oficjalnie tego nie potwierdza, ale biorąc pod uwagę skalę "pomyłek", trudno uwierzyć, że to dzieje się zupełnie przypadkiem. Jedno jest pewne - działa, bo właśnie o tym czytasz.
Hit czy chwilowa moda?
"Matcha z ziemniakiem" brzmi jak coś, co ma szokować i przyciągać uwagę. I dokładnie to robi. Ale po spróbowaniu mam wrażenie, że to bardziej sprytny marketing niż kulinarna rewolucja. Warto spróbować, żeby wiedzieć, o co chodzi. Ale czy wrócę po nią drugi raz? Raczej nie.
Źródło: opracowanie własne.


